Sklep ze zdrową żywnością – 5 typów klientów, którymi nie chcesz być (ale jesteś i tak)

Praca z ludźmi to nieprzebrana kopalnia złośliwości, nienawiści, roszczeniowości, chamstwa i cebulactwa. Praca z klientami czyli ustawianie siebie po mniej uprzywilejowanej stronie relacji klient-sprzedawca to dodatkowo doskonałe źródło fochów, grymasów niezadowolenia, narzekania i wybrzydzania. Jestem mistrzem zen sprzedaży, oazą spokoju i krynicą cierpliwości, więc kocham tę pracę i uwielbiam nawiązywać relacje z klientami, a ubieranie ich zachowań w anegdoty to moja pasja. Ciekawe, czy odnajdziesz się w mojej opowieści.

 

DSC_0462

Sklepy ze zdrową żywnością, żywnością ekologiczną, ziołami i innymi specyfikami, które mają sprawić, że będziemy zdrowsi i piękniejsi, to miejsca, w których klientela i relacje z nią są specyficzne. Każdego dnia odwiedzają mnie ludzie mający swoją wizję świata, mocno ugruntowaną wizję. Co ciekawe, każdy z nich posiada odmienne wyobrażenie o zdrowym żywieniu. Niekoniecznie poprawne, ale też niekoniecznie błędne. Czasem wystarczy tylko drobna korekta błędnego przekonania, a czasem nie wolno wtrącać się ani słowem, by nie obrażać czyichś przekonań religijnych. Uwielbiam kpić, więc w takim tonie będzie ten tekst, niemniej bardzo lubię obserwować ludzi i okołożywieniowe tendencje społeczne.

 

Mister Negatyw czyli jak być zawsze uprzedzonym

Z całegu szeregu ludzi, którzy są nieprzyjemnie usposobieni, najbardziej dziwi mnie ten już na wstępie wrogi wobec sprzedawcy. Przychodzi taki do sklepu i jest jak w kawale o zajączku, który chciał pożyczyć patelnię od niedźwiedziowej („a tę patelnię to se w dupę wsadź!”). Po czym go poznać? Zaczyna rozmowę od „na pewno pani nie ma…” i, co ważne, jest opryskliwy, a nie zrezygnowany długimi poszukiwaniami. Zaraz potem można usłyszeć „no, tak myślałem…”. Do tego typu klienta zaliczam również ludzi, którzy przychodzą i rzucają według nich trudnym terminem – często po łacinie. Mam wielki ubaw z nich, gdy okazuje się, że wiem, o co pytają – staram się nie dawać im satysfakcji 🙂 często również instruują mnie, jak powinnam prowadzić sklep i co w nim sprzedawać – nieważne, że kupiłaby to może jedna osoba, a reszta się przeterminuje! Ma być tak, jak jaśnie pan rzecze, bo inaczej twój sklep zamieni się w podrzędną budę z tandetą!

Szczytem wszystkiego była pani, która kpiącym tonem robiła mi uwagi, że nie wiem, co to jest miechunka – ale pani pewnie nie wie, skoro nie macie… – i zamknęła się dopiero, gdy jej powiedziałam, że wiem, co to, bo rośnie u mnie w ogródku. Doprawdy, ludzie uwielbiają poniżać innych, których mają za potencjalnie słabszych.

Paranoicy i upierdliwcy czyli ten olej powinien być w ciemnej butelce…

…a te produkty nie mogą być z Chin, bo tam rak i skażenie panują, czyli wyższy poziom Negatywa. Będzie wybrzydzać na każdy produkt, o który poprosi oraz na te, które przypadkiem zauważy. Krzyczy tak, że słychać go na innych stoiskach, bo doszukał się kukurydzy w chrupkach, a to samo GMO (czyli rak, śmierć i rozwolnienie). Specjalnie wypytuje, co to jest i do czego, a potem komentuje, że złej jakości. Gada, gada i gada, wylewa jad, instruuje, dopytuje, dlaczego to takie paskudne, niesmaczne, brzydkie. Odchodzi nagle, z fochem, bo nic mu się nie podoba. A ja stoję spokojnie, uśmiecham się błogo, odtwarzając w głowie piosenki Wolfsheimu 😀

Moja dieta jest najmojsza, więc jest najlepsza, musisz na nią przejść!

Ooo, tak! Na diecie dr Ewy Dąbrowskiej schudli 734 kilogramy, a wraz z Hildegardą z Bingen (ta konsernacja, gdy mówię, że wiem, kto to jest) chodzili do szkoły, więc wiedzą, co to zdrowie, bijacz! Dodam jeszcze, że tylko wegetarianizm uchroni nas przed zagładą (uff, roślinożercy to akurat najbardziej normalna z dietowych ekip!), a dieta roślinna pozwoli ci wyzdrowieć na każdej płaszczyźnie! Nie można się wobec nic uzewnętrzniać ze swoimi poglądami, bo oni osobiście widzieli się ze swoim guru, więc wiedzą (serio, raz to usłyszałam). To zdecydowanie typ człowieka, który coś wie, czegoś spróbował, ale na poparcie swoich słów używa kompletnie nawiedzonych argumentów. To jednak nie szkodzi, o wszystkich na pewno ci opowie. Niepytany.

Bóg mnie prowadzi… do zielarni

Ukułam kiedyś teorię, że ludzie stosujący zioła dzielą się na co najmniej dwa obozy. Racjonalny, z którego akurat ja pochodzę, czyli motywujący stosowanie ziół faktami o ich działaniu, oraz religijny, który w każdym kubeczku ziołowego naparu szuka prawdy, sensu życia i stworzenia. W porządku, jeśli to komuś pomaga. Naprawdę w porządku. W końcu pionierami i mistrzami zielarstwa byli przede wszystkim zakonnicy. Któż nie zna ojca Klimuszki, księdza Kneippa czy wspomnianej już Hildegardy? Ignorowanie ich dorobku intelektualnego byłoby głupotą. Równie głupie jest jednak ignorowanie dorobku współczesnej nauki i o tym warto pamiętać.

Pani się nie zna, pani jest za młoda

Jestem piękna, mądra, oczytana i wykształcona… Już trafił Was szlag? 😀 Moją jedyną „wadą” jest wiek, a na pewno brak zmarszczek. Chyba sobie zacznę je dorysowywać, żeby zaczęli mnie traktować poważnie. Bardzo często zdarza się, że starsza osoba podchodzi do kasy i poprosiłaby o radę, ale ja na pewno nie wiem… I równie często okazuje się, że jednak pomóc potrafię. Nie jestem super specjalistą, wciąż się uczę, ale coś tam jednak w tej głowie brzęczy i nie są to (niestety?) złote monety ani nawet kapsle od piwa. Pewnego razu klientka domagała się rady od mojej szefowie, a okazało się, że tylko ja potrafię jej udzielić – przynajmniej ten jeden raz zostałam należycie przeproszona za ignorowanie mojej wiedzy 🙂 Teraz już nie biorę tego do siebie, ale na początku nieco mnie to irytowało.

Z szufladkowania ludzi według ekoszajby to tyle, poza normalnymi i chcącymi zdrowo się odżywiać osobami. Zdarzają się każdego dnia oczywiście sklepowe standardy pokroju Co Tak Drogo, Towarzyski i Śmierdzący (vel Śmierdzący, więc Towarzyski), Kupiłam, ale Się Rozmyśliłam, ale typowe anegdoty z codziennej pracy sprzedawcy to temat na inny wpis. Na całą serię wpisów (której nie obiecuję, bo widzicie, jak to jest z moim pisaniem). Miejcie serce dla sprzedawców!

 

  3 comments for “Sklep ze zdrową żywnością – 5 typów klientów, którymi nie chcesz być (ale jesteś i tak)

  1. 9 listopada 2015 at 21:17

    Jee, Zielpy się przebudziła z jesiennego snu!

  2. 10 listopada 2015 at 23:50

    O mamo Kochana, Ty nawet nie wiesz jakie ja mam kwiatki w monopolu 😀 jak mówię komuś, że w profesjonalnej terminologii w zasadzie nie używa się nazw wytrawny i słodki, a o zgrozo półsłodki to patrzą na mnie jakbym zjadła im psa. Nie mówiąc o tym, że nie wiedziałam co mam zrobić kiedy ostatnio przyszedł Pan po czerwonego szampana albo jeżeli ktoś mi wmawia, że na białym Martini musi być napisane czy jest półwytrawne czy jakie… Także to jest chyba ból każdego sprzedawcy, specyfika klienta tylko trochę inna 😀

Dodaj komentarz

Visit Us On TwitterVisit Us On FacebookVisit Us On Google Plus