Dlaczego królik to nie zwierzę dla Ciebie? 10 powodów

Królik. Mięciutkie, puszyste futerko, duże uszy do łapania za nie, worek mięsa na pasztet, gryzoń, dobre zwierzę dla dziecka. Nie wiem, czy istnieje na tym świecie zwierzę o bardziej ignorowanym jestestwie, a przy tym zwierzę tak delikatne, wrażliwe i podatne szkody wywoływane przez ludzką głupotę. Zanim kupisz królika – przeczytaj mój tekst. Prawdopodobnie wcale go nie chcesz.

 

DSC_0453

Od kilku miesięcy posiadam dwójkę adoptowanych królików (w sumie jakieś 17 uszatych lat za mną…), więc każdego dnia mogę obserwować, jak zwierzęta po przejściach potrafią przechodzić trudne chwile, aż w końcu poprawia im się na tyle, by mogły funkcjonować tak, jakby były chciane, kochane i dobrze traktowane od samego początku. Na ogół jednak zostają im jakieś defekty, może nie wady, ale rysy na psychice albo zdrowiu, które możemy tylko spłycać, ale niestety nie da się ich całkowicie wygładzić. Niestety większość zwierząt domowych trafia pod strzechy bez szczegółowego zapoznania się z tematem, zwykle jedyne, co znamy, to asortyment kolorowych karm dla gryzoni w pobliskim zoologu. Kupujemy zwierzaka w sklepie, gdzie najważniejsza jest sprzedaż, a nie dobro uszatej jednostki, więc nikt nie jest zainteresowany opowiadaniem nam, jak wymagającego domownika będziemy trzymać przez następne 10 lat. Tak, 10 lat, chyba, że nie skorzystasz z moich rad i zafundujesz mu skrócony żywot, ale za to powolną i długą śmierć.

 

Dlaczego nie chcesz mieć królika?

 

  1. Trzeba zapewnić mu przestrzeń.

    Ptyś, mój mały zasraniec, był trzymany w klatce dla chomika (z chomikiem). Po przeprowadzce do nas, z tego i innych powodów, gryzł mnie do krwi przy każdej możliwej okazji. Okazało się, że króliczek, wyczekiwana puchata kulka, mnie nienawidzi, szczególnie, że to ja byłam odpowiedzialna za porządek w jego kojcu. Dużym kojcu. Dopiero po kastracji zaczęło się to normować, ale królik i tak przejawiał zachowania, jakbym co najmniej przeprowadzała regularne zamachy na jego wolność osobistą. Królik to zwierzę, które musi się ruszać, musi mieć możliwość wyprostowania się i wyciągnięcia na całą długość (Ptyś to ok. 50 cm leżącego kabana). Jeśli tego mu nie zapewnisz, będzie siedział coraz smutniejszy, bardziej osowiały, a w między czasie postara się jakoś wyładować swoją energię na Tobie, klatce, meblach, wykładzinie – co tylko mu podejdzie pod zęby i pazurki. Wyobraź sobie, że spędzasz całe życie w zamkniętym pokoju, a Twoi rodzice cieszą się, jakie to z Ciebie spokojne dziecko. Chyba coś nie tak, prawda?

  2. Trzeba wiedzieć, jak go karmić.

    Nic prostszego, prawda? Marchewki, karma ze sklepu i heja! Okazuje się, że zbożowe mieszanki, których tak pełno w sklepach, to krótka droga do nieszczęścia. Szybkie otłuszczenie organów wewnętrznych, problemy z wątrobą, nerkami, metabolizmem – otyłość to nie tylko powierzchowny defekt, lecz także ogromne konsekwencje dla całego organizmu. I to poważne, kończące się wielkim bólem, unieruchomieniem i śmiercią w męczarniach. Tak, jak wygląda i czuje się dziecko napchane drożdżówkami, pączkami, parówkami i cukierkami, tak wygląda i czuje się królik karmiony ziarnami zbóż i kolorowymi mieszankami. Ok, postraszone – więc jak tego królika karmić? Przede wszystkim: tak, jak jemu podobni odżywiają się w przyrodzie. Czy na polu rosną kolorowe ciasteczka? A witaminowe cukierki? Jakoś nie spotkałam, a takim gównem nagminnie szprycujemy swoich pupili. Królik w przyrodzie przede wszystkim je trawę, a więc podstawą diety będzie siano. Dopiero do niego, jako dodatki, możemy podawać granulat dobrej jakości (od 15 zł za 500 g) w małych ilościach, warzywa, szczególnie korzeniowe, ewentualnie owoce (zawierają sporo cukrów prostych i również w nadmiarze tuczą). Siano powinno być dostępne dla królika o każdej porze dnia bez ograniczeń, świeżą zieleninkę i suszone zioła również podajemy jako uzupełnienie diety.

  3. Nie stać cię na jego leczenie i kastrację/sterylizację (lub nie chcesz się jej podjąć).

    Gdy mówię, że w moim domu, w jednym kojcu mieszkają dwie pary uszu, najpierw widzę zdziwienie i zaniepokojenie – bo jak to, nie boję się, że mi się rozmnożą? Zaraz potem jednak, gdy do rozmówcy dociera, że oba króliki są wykastrowane/wysterylizowane, okazuje się, że to wielki żal tak nie pozwalać rozmnażać się zwierzętom. Bo jak to! Przecież Bożenka na pewno chciałaby zostać matką! Ekhm, po pierwsze: Bożena jest wielką feministką w najgorszym tego słowa znaczeniu – w przypadku zbliżeń leje Ptysia po mordzie. Tylko przytulanie, mimo, że są po ślubie. Po drugie: domy tymczasowe i azyle SPK i innych organizacji ratujących króliki są przepełnione. Jeśli stać byłoby mnie na kolejne zwierzę, wzięłabym któregoś ze smutnych, czekających na człowieka uszu, a nie produkowała kolejne. Po trzecie: kastracji czy sterylizacji powinno podejmować się ze względów zdrowotnych. Samice niesterylizowane często cierpią na ropomacicze i ciąże urojone – to nie tylko dziwne i kłopotliwe zachowanie królicy, ale też obciążenie dla organizmu. Samce zaś mają przygody z jądrami i nie są one zbyt przyjemne – szczególnie, że leczenie jest droższe od profilaktyki, a królik może go nie przeżyć. Zabiegi operacyjne wiążą się niestety z ryzykiem, że królik nie wybudzi się z narkozy, zdarzają się bowiem egzemplarze, które sobie z tym nie radzą i nie sposób ocenić tego wcześniej.

  4. Nie będziesz potrafić mu pomóc.

    Królik to chodząca bomba, nigdy tak naprawdę nie wiesz, kiedy mu się coś przydarzy. Wieczorem może być wszystko w porządku, a już rano zwierz może być jakiś nieswój – oto pojęcie pełne niewiadomych. Kiedy królik czuje się źle, a kiedy po prostu siedzi w dziwnej pozycji? Kiedy można zignorować jego stan, a kiedy lecieć do weterynarza na łeb na szyję? Czasem trzeba zwolnić się z pracy czy szkoły i jeździć po całym mieście, a nawet wiele kilometrów dalej, by znaleźć weterynarza, który zna się zwierzętach egzotycznych, do których, co ciekawe, królik się zalicza w weterynarskiej nomenklaturze. Trzeba sobie bowiem zdać sprawę, że na studiach weterynaryjnych uczą obsługi przede wszystkim psa, kota i zwierząt gospodarskich, króliki i gryzonie to działka nielicznych. Na szczęście coraz częściej możemy znaleźć weterynarza, który pomoże – najwięcej ich działa w dużych miastach. We Wrocławiu mogę polecić obecnie trzy takie persony.

  5. Jego pielęgnacja to nie tylko karmienie i wywalanie gnoju.

    Manikiur, pedikiur, dbanie o zęby, wyczesywanie, czasem mycia zasranego tyłka, opatrywanie i pielęgnacja ran i – last but not least – wyciskanie prześmierdzącego gruczoła okołoodbytowego. Jeśli czegoś nie wymieniłam, to przepraszam – aktualnie moje króliki są bezobsługowe prawie, choć pewnie, gdy to piszę, już coś dla mnie szykują. W razie potrzeby zaktualizuję ten tekst.

  6. Potrzebuje kompana.

    Samotny królik to zwierz znudzony, smutny i kto nie miał nigdy w domu zgodnej uszatej pary, ten nie wie nawet, jak wielki popełnia błąd. Pamiętacie jeszcze punkt o przestrzeni? Dodajcie sobie do małej klatki samotność. Można oczywiście trzymać królika pojedynczo, ale musimy mieć wtedy dla niego bardzo dużo czasu. Dla jednych wadą, a dla innych zaletą może być fakt, że króliki w parze skupiają się bardziej na sobie – może nie chcą się tak bardzo do nas tulić, bo zaspokajają tę potrzebę między sobą, ale też łatwiej znoszą nieobecność opiekuna. Właściwie to mam wrażenie, że moje króle traktują mnie teraz tylko jako dostawcę karmy. Wcześniej choć łudziłam się, że jest inaczej.

  7. Potrzebuje uwagi.

    Nie wystarczy w okolicach soboty zorientować się, że to małe, puchate stworzenie, które przeżera nam pół wypłaty (już słyszę to jak to, przecież karmy są takie tanie!) potrzebuje więcej troski poza napełnianiem miski. Królika trzeba miziać codziennie – nie tylko, by go oswajać z dotykiem i uprzyjemnić sobie czas, ale też, by kontrolować zmiany w jego ciele. Po to, by któregoś dnia nie znaleźć go dogorywającego z powodu, który z początku wydawał się błahy. Trzeba obserwować jego kupy – ich wygląd i to, czy, ile i w jakiej postaci każdego dnia je robi. Wiecie, iść do weterynarza z królikiem i nie umieć odpowiedzieć na pytanie o bobki to przypał. Wstyd i hańba. Grzech ciężki króliczego świata. Nie można zamknąć uszu w klatce i pozostawić je na pastwę losu, to naprawdę kłopotliwe zwierzęta… Zaczynając od tego, że nie ma chyba gatunku niekłopotliwego, bo nawet myszy czy tym biednym rybkom bojownikom musimy oddać kawałek swojego życia, większy niż fragment przejedzonej wypłaty.

  8. Potrzebuje odpowiedzialnego opiekuna i spokoju.

    Tak, królik potrzebuje spokoju. Nie, królik nie jest zwierzęciem dla dziecka. W najgorszym wypadku padnie ze stresu, w najlepszym będzie agresywny i po jakimś czasie wystawisz go na olx w ogłoszeniu o treści bardzo spokojny krulik oddam idealny dla dziecka na prezęt. Serio, wejdźcie na serwisy ogłoszeniowe i poszukajcie ogłoszeń pod hasłem oddam królika, uprzedzam, że raka można dostać nawet na paznokciach.
    Mój Ptyś to królik, który ewidentnie spokoju nie miał. Na początku, jeszcze przed kastracją, narobił mi kilka głębokich ran, gryzł zapamiętale, znienacka i nie chciał puścić. Zafundowanie czegoś takiego dziecku to strzał w stopę – swoją, dzieciaka i królika. Drugą kwestią jest odpowiedzialność – na ile dziecko może się nią cechować? Zostawiłbyś swojemu 7-8-latkowi pod opieką niemowlę? Ale zwierzę to już spoko? Nooo… Nie. Nie spoko i wcale to nie jest świetna szkoła. Dziecko może być jedynie współwłaścicielem zwierzaka, o którego w pierwszej kolejności dbają rodzice. Może go karmić i wywalać mu boby z kuwety, ale jeśli tego nie zrobi, to matka i ojciec są odpowiedzialni za dalsze losy zwierzęcia.

  9. Nie jesteś gotowy na jego odejście.

    Nikt nie jest gotowy na odejście przyjaciela, członka rodziny i o ile nie traktujesz zwierząt przedmiotowo, będzie ci trudno, gdy pewnego dnia zastaniesz w klatce dwoje sztywnych uszu. Traumy nie umniejsza fakt, że królik to nie pies, jak niektórzy chcieliby umniejszać króliczą godność. Prawda jest taka, że przeżyjesz nawet zdychającą rybkę, bo uczucie bezsilności, często wielomiesięcznej, jest gorsze niż nagła śmierć.
    A najgorsze jest podjęcie decyzji o eutanazji. Za kogoś. Za twojego przyjaciela i członka rodziny. Gdy wiesz już, że każda godzina to tylko przedłużanie gehenny. I ten moment, kiedy bierzesz swojego kumpla na ręce po raz ostatni.

  10. Nie wiesz, skąd go wziąć.

    Jeśli myślisz, że jedyne miejsce, skąd bierze się zwierzęta to sklep zoologiczny lub hodowla, to przystań w tym miejscu, bo szkoda Twojego czasu na czytanie całego tego tekstu, jeśli pominiesz ten punkt. Zwierzęta w pierwszej kolejności powinniśmy adoptować. Przejrzeć ogłoszenia pod hasłem oddam, poszukać stowarzyszenia adopcyjnego, popytać znajomych. Kupowanie zwierząt to nakręcanie podaży, a nakręcanie podaży to namnażanie kolejnych osobników, których jest już i tak za dużo. Gdyby tak nie było, Stowarzyszenie Pomocy Królikom zajmowałoby się tylko edukacją właścicieli, a nie tworzeniem azyli. Królik ze stowarzyszenia ma tę zaletę, że znasz dokładnie jego stan zdrowia. Często nie musicie wspólnie przechodzić kastracji czy sterylizacji, bo zwierzęta, szczególnie te, które są w azylu dłużej, na pewno mają to za sobą. Koordynator poinformuje cię o wszystkich cechach zwierzaka, w przeciwieństwie do sprzedawcy, który nawet mimo dobrych chęci nie ma czasu na poznanie danego osobnika tak dobrze. Ponadto króliki ze sklepów zoologicznych często nie dożywają tygodnia w nowym domu, bo zostały zbyt wcześnie odłączone od matki – w końcu biznes musi się kręcić, a hodowca to w końcu producent. Dodajmy do tego złe żywienie i kiepskie warunki sanitarne, a przepis na króliczą tragedię mamy gotowy.

I jak? Wciąż pragniesz uszu w swoim domu? Jeśli tak, klikaj w poniższe linki, gdzie czekają setki futrzaków do miziania <3

STOWARZYSZENIE POMOCY KRÓLIKOM

AZYL W TORUNIU

FUNDACJA KRÓLEWSKA

FUNDACJA PRZYGARNIJ KRÓLIKA

MINIATURKA BEZ TAJEMNIC – kompendium wiedzy o królikach

  14 comments for “Dlaczego królik to nie zwierzę dla Ciebie? 10 powodów

  1. 30 listopada 2015 at 20:48

    Bardzo dobry, potrzebny tekst! Puszczę dalej w świat przy następnej okazji.

  2. Kasiek J.
    1 grudnia 2015 at 03:13

    Beznadziejnie przekazane to, co ważne, jeśli chodzi o króliki… 😩

  3. 8 grudnia 2015 at 23:35

    Kiedyś bardzo chciałam, pragnęłam wręcz królika, jednak rodzice nigdy nie chcieli się zgodzić, a od czasu gdy sama przygarniam zwierzątka, to wciąż mi go odradzają. Może to i lepiej.. Obecnie mam świnkę morską, choć dochodzę do wniosku, że poświęcam jej za mało czasu i chyba zdecydowanie najbardziej z małych zwierzaków lubię chomiki syryjskie 🙂

  4. 15 grudnia 2015 at 21:49

    Miałam kiedyś królika i też nie opuszczalo mnie wrażenie, że ten zwierzak mnie nie cierpi. Jego złośliwość ujawniała się w pełni, kiedy wypuszczałam go by rozprostował trochę nogi. Wystarczył moment nieuwagi a coś przykrego odwalił: robienie kupy do donicy z palmą i do butów mego męża, przegryzanie kabli, zjadanie kwiatów (potrafił wskoczyć na parapet korzystając z krzesła biurowego). Robił to wszystko z czystej złośliwości, bo przymierzał się do danej czynności, a kiedy go zauważyłam i przerwałam jego plany, pryskał gdzieś, by za chwilę wrócić i dokonać dziela zniszczenia. Mój królik miał naprawdę wredny charakter.

    • 16 grudnia 2015 at 11:19

      One takie są. Przymierzają się i tylko sprawdzają, czy nie widzisz 😀 mój Ptyś potrafił wskoczyć na stół, potem wejść na wieżę stereo i zeżreć stojące na niej ostre papryczki. Zeżarł 3 i żyje :O na szczęście większość złośliwości u samców mija po kastracji.

  5. ZaKróliczeni
    10 sierpnia 2016 at 12:57

    Cudowny wpis. Rzeczowy, konkretny i merytoryczny 👍

  6. Domi
    9 października 2016 at 12:45

    Świetny artykuł 🙂 Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie myślałam o zakupie króliczka, zakup dokonał się pod wpływem chwili – przechodziliśmy z mężem obok sklepu zoologicznego i wypatrzyliśmy nasze ukochane Uszy. Wzięliśmy bez zastanowienia (nie wiedząc nawet jaka płeć), później dokupiliśmy drugiego. To chyba jakieś nasze wewnętrzne przeczucie czy instynkt sprawiło, że najpierw pojawił się samiec, później samica. Wykastrowaliśmy je i daliśmy im do dyspozycji cały pokój. Było trochę psot i nerwów, ale jest to do opanowania 🙂 Byli nierozłączni. Niestety 3 lata później samiczka zachorowała – z dnia na dzień odeszła szybką śmiercią. Samiec siedział osowiały przez około 2 tygodnie. Na szczęście wyszedł z depresji. Póki co jest sam i chyba tak zostanie. Pomimo tego miłości i towarzystwa od nas mu nie brakuje 🙂

    • 9 października 2016 at 18:31

      Ciesze się, że Ci się podobał. Faktycznie, że lepiej, gdy najpierw przybywa do domu samiec. Biedaki potem łagodnieją po kastracji i taka rozzuchwalona baba może im wejść całkiem na głupiutki króliczy łebek 😀

  7. Karolina Kargol
    25 lutego 2017 at 22:40

    Słuchaj nie będę czytać takich głupot jakie ty piszesz zwierzęta tez potrzebują opieki i miłości itp nie namaiwaj ludzi to tego żeby nie kupowali ich one mają uczucia jak ludzie ( ty chyba nie masz) one cierpią w sklepie. Mam królika i go bardzo kocham. Może jeszcze będziesz namiawal żeby nie mieć zwierzat. A ci co nie będę kupować królików żalujcie. Królik do cienia twoją miłość i wgl.

    • 23 kwietnia 2017 at 10:41

      Chyba nie przeczytałaś ze zrozumieniem tekstu. Również mam dwa króliki i kochamy się nawzajem, mam nadzieję. Pochodzą one z adopcji, która moim zdaniem jest najlepszym źródłem pozyskiwania zwierząt i zachęcam każdego, by zdecydował się w ten sposób zwierzętom pomagać. Można je również kupić u hodowcy, natomiast kupowanie zwierząt w sklepach zoologicznych lub na placach jest płaceniem za przetrzymywanie zwierząt w na ogół karygodnych warunkach. Królik to nie zabawka i to miałam zamiar tym tekstem uświadomić, bo wielu ludzi kupuje królika dzieciom i potem biedne zwierzęta umierają w męczarniach lub ich życie jest marnej jakości. Mam nadzieję, że Twój królik będzie długo zdrowy i że ma się dobrze.

Dodaj komentarz

Visit Us On TwitterVisit Us On FacebookVisit Us On Google Plus