Profilaktyka zdrowia, Uroda

Śliska strona miłości. Składy lubrykantów a ich wpływ na zdrowie intymne

Lubrykanty to tacy cisi przyjaciele, którzy przychodzą nam z pomocą w momentach, gdy wszystko powinno iść, nomen omen, gładko – a jednak nie idzie. Ale nie tylko: na rynku dostępne są również żele funkcyjne, mające spotęgować doznania, zarówno w obrębie łechtaczki, jak i punktu G. Albo ułatwić dostęp, jak lubrykanty analne. Albo pomóc kobietom po ciąży i ich partnerom odczuwać więcej przyjemności z seksu. Jest tego mnóstwo i każdy znajdzie coś wedle swoich potrzeb – a jeśli nie ma potrzeb, to sobie je wykreuje, bo czytanie opisów tych produktów jest jak oglądanie reklam czekolady – po kilku minutach każdy jej zapragnie.

Bezpieczne czy niebezpieczne? O wyborze tego jedynego…

…lub kilku ulubionych lubrykantów, bo wiemy już, że zabawa z nimi może mieć wiele odcieni. Każda zabawa powinna być bezpieczna, a podczas wyboru żelu pojawiają się wątpliwości, czy wzbogacona o niego rzeczywiście taka będzie. To, co powinno zapalić ostrzegawczą lampkę w naszych głowach to brak składu na opakowaniu. Bez znajomości składu nie można stwierdzić, czy lubrykant nie narobi więcej szkody niż dobrego – czy nie zmieni pH pochwy, czy nie pozostawi w niej trudno wymywalnych pozostałości, które będą sprzyjać infekcji i czy nie podrażni błon śluzowych. Któż chciałby leczyć infekcje intymne tygodniami po kilku chwilach przyjemności? A niestety takie atrakcje zapewniają nam producenci, często topowych marek produktów intymnych. Niestety ustawodawca jest niejako przeciwko zdrowiu intymnemu i lubrykanty można zaklasyfikować jako wyroby medyczne, przy których nie ma obowiązku podawania składu INCI, co jest w tym przypadku bardzo niewłaściwe. Czytamy etykiety produktów spożywczych, czytamy etykiety leków i kosmetyków, ale nie mamy możliwości zapoznać się ze składnikami żelu, który również ma kontakt z naszym ciałem – i to bardzo bliski kontakt, z bardzo wrażliwymi miejscami. Nie pisałabym jednak tego tekstu, gdyby wszystko z tymi składami było w porządku (i jeden z producentów nie usuwałby ich z opakowań produktów, ekhm). Spójrzcie tylko na listę zagrożeń:

  • ograniczenie ruchliwości plemników. Robią to nie tylko żele plemnikobójcze. Wystarczy zmiana pH w pochwie, kilka niewłaściwych składników i problem gotowy – jednak rozumiem, że dla niektórych będzie to zaletą.
  • zmiana pH pochwy. Pochwa to takie miejsce, gdzie bytuje dobra mikroflora. Gdy zmieniają się warunki, np. wskutek agresywnej higieny czy wprowadzanych do środka substancji, skład mikroflory się zmienia, co może doprowadzić do rozwoju patogenów. Infekcje grzybiczne zaczynają się właśnie od zmiany pH.
  • podrażnienia błon śluzowych. Przejrzałam składy kilkudziesięciu lubrykantów i niestety większość z nich woła o pomstę do nieba. Drażniące substancje takie, jak pochodne formaldehydu (między innymi DMDM Hydantoin), glikole (propylenowy i polietylenowy) i parabeny to jest standard. To jest standard. Standard. Mogłabym to powtórzyć jeszcze dziesiątki razy albo stworzyć wykres na bazie zebranych danych.
  • cukier i gliceryna. Te dwie substancje mogą przyczynić się do infekcji. Cukier i słodziki jednak na ogół wchodzi w skład lubrykantów oralnych, których nie powinno się wprowadzać do waginy. Oralne to oralne, analne to analne i o tym trzeba pamiętać zawsze. O ile te waginalne można stosować uniwersalnie, to nie działa to w drugą stronę.
  • składniki ropopochodne (Petroleum, Vaseline, Mineral Oil, Paraffin etc.), które trudno się wypłukują i powlekają śluzówkę nieprzepuszczalną warstwą.
  • benzokaina i środki przeciwbólowe w lubrykantach analnych. Wymyślone prawdopodobnie przez szarmanckiego gwałciciela o opiekuńczym usposobieniu – ofiara dowiaduje się, że jednak nie było fajnie dopiero po tym, gdy środek przeciwbólowy przestanie działać. Ból to nasz naturalny ochroniarz, stawiający znak zakazu wjazdu, gdy zachodzi zagrożenie, że stanie nam się krzywda, niwelowanie go to proszenie się o kłopoty. Szczególnie, że na rynku dostępne są naturalne lubrykanty, które rozluźniają mięśnie zwieracza, ułatwiając penetrację i zapobiegając tym samym podrażnieniom i pęknięciom.

Postuluję więc, by składniki takich środków jak lubrykanty były ogólnie dostępne, do wglądu, to nigdy nie powinna być tajemnica. Od tego zależy zdrowie zarówno kobiety, jak i mężczyzny, a ponadto poziom przyjemności i satysfakcji ze współżycia, które powinno zbliżać, a nie wzbudzać lęki przed swędzeniem, pieczeniem, infekcją i bólem – nawet tym dzień po.

Idąc za potrzebą społeczeństwa 😉 przekopałam swego czasu cały internetowy asortyment lubrykantów dostępnych w naszym kraju. Nadzieja tym razem nie okazała się matką głupich, bo znalazłam całe serie żelów o bezpiecznych składach, fajnych smakach i interesujących właściwościach. Wiele z nich posiada oznaczenia wegańskie (choć pod hasłem ‘wegańskie lubrykanty’ możecie znaleźć również składowo odpychające produkty, należy uważać), nie są one testowane na zwierzętach i, co też istotne i nieoczywiste dla wielu producentów, posiadają estetyczne, łatwe w użyciu opakowania. Jeśli macie ochotę na dobrą zabawę i poszerzenie erotycznych horyzontów, to koniecznie zajrzyjcie do sklepu Biorganic24.pl 🙂

3 thoughts on “Śliska strona miłości. Składy lubrykantów a ich wpływ na zdrowie intymne

  1. Łał, super, że podjęłaś temat! Wszędzie pełno info o tym, co naturalnego mogę wklepać w buzię, włosy, stopy, a tematy intymne omijane szerokim łukiem. Świetny tekst i przyjemny temat 🙂

    1. Niestety, ceny faktycznie powalają… Choć porównując np. te do stymulacji łechtaczki (30 ml za 70-80 zł) do podobnego produktu, który wypuścił ostatnio Durex (10 ml za ok. 40 zł) to wypadają taniej.

      No i ja doliczam jeszcze koszty wizyt u ginekologa i leków po zabradziażeniu tanim lubrykantem, wtedy to już w ogóle, taniej od masła obecnie 😀

      Jedyne, co możemy robić, to głosować po konsumencku, pieniędzmi i tworzeniem popytu. Większy popyt = większa dostępność i być może zwiększenie konkurencji = niższe ceny. Póki co dokładam się do tego trendu na swój sposób tym postem i promowaniem świadomości na ten temat. Bo tej świadomości nie ma i to jest problem 🙁

      Dziękuję za słowa wsparcia ❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *