Felietony

Jak odróżnić zielarza od szarlatana? Jeśli ktoś mówi do Ciebie w ten sposób – uciekaj!

Bądź krytyczny – ta dewiza mogłaby zaczynać i kończyć ten artykuł. W dobie narastającej ilości informacji do przetworzenia nasze mózgi wymiękają – i dobrze, nie możemy być specjalistami we wszystkim. Jeden kupi kiepski, choć drogi komputer, drugi weźmie kredyt na niekorzystnych warunkach na 30 lat, a trzeci zaryzykuje własnym zdrowiem i portfelem, udając się do znachora.

Chcę pokazać, że nie trzeba wiedzieć wszystkiego o wszystkim, by uchronić się przed skutkami własnej ignorancji. Wystarczy uwrażliwić się na pewne sposoby komunikacji, które od razu pokazują, z kim mamy do czynienia… lub powinniśmy być co najmniej bardzo nieufni wobec człowieka, który do nas mówi czy pisze. Przeczytaj ten artykuł, a szarlatani Cię znienawidzą! 😀

Bądź nieufny, jeśli człowiek, z którym rozmawiasz/którego artykuł czytasz, komunikuje się w ten sposób:

  1. Mówi agresywnym, nacechowanym emocjonalnie językiem. Jeśli osoba, z którą rozmawiasz, próbuje Cię w ten sposób uwikłać w plątaninę emocji, być może jesteś na najlepszej drodze do zakupienia zestawu suplementów za jedyne 1999,99 zł, których na pewno nie potrzebujesz (zrozumiesz to podczas płacenia za pierwszą ratę). Dlaczego umieszczam ten punkt jako pierwszy? Miałam kiedyś wątpliwą przyjemność zapoznania się z fragmentem tekstu książki autorstwa Jerzego Zięby “Ukryte terapie” i to był pierwszy zarzut, jaki pojawił się w mojej głowie. Tyle negatywnych emocji w książce o zdrowiu zdecydowanie może zaszkodzić.
  2. Nie odwołuje się do literatury naukowej lub choćby źródeł historycznych. Wymienia za to same książki popularno-naukowe o chwytliwych tytułach (lub chcące za popularno-naukowe uchodzić). Jeśli chodzi o lecznicze działanie roślin, podanie co najmniej źródeł historycznych użytkowania danej rośliny w lecznictwie, jest wymagane dla poparcia wiarygodności tez stawianych co do jej działania. Czasem dana roślina nie jest jeszcze dobrze przebadana na bazie współczesnej metodologii, trudno się temu dziwić i korzystać z niej można, owszem, na własną odpowiedzialność i z głową – oczywiście odradzam to laikom, a zachowanie dużej ostrożności każdemu jest wskazane. Zdarza się jednak, że ktoś posiłkuje się pozycjami literatury pośledniej jakości o wiele mówiących tytułach w stylu “Cud korzenia z Andów” czy “Ulecz AIDS energią myśli”. Cuda zostawmy świętym, a leczenie medykom.
  3. Wciska Ci egzotyczne i super popularne rośliny, które leczą wszelkie dolegliwości. Maca, jagody acai i goji, młody jęczmień i zielona kawa – czy to nie brzmi jak zestaw na zachowanie wiecznej młodości? Takie “holistyczne” podejście niestety przynosi niewielkie skutki, jeśli chodzi o poprawę stanu zdrowia, za to doskonale drenuje portfel z wolnych środków. Nie ma potrzeby, naprawdę, uciekać się w suplementację ziół, które przyjeżdżają do nas zza wielkiej wody i siedmiu wysokich gór, a większość ich ceny stanowi koszt transportu. Często bywa, że podawane są za panacea, a tak naprawdę nie trafiają w nasze problemy. Kolejną kwestią wartą poruszenia jest nagła popularność danego ziółka, jak to było na przykład z młodym jęczmieniem i zieloną kawą. Obniżały ciśnienie, ratowały z nowotworów i walczyły z nadwagą… a przy okazji wykazywały zawartość mykotoksyn w składzie, co może wskazywać na niewłaściwe warunki przechowywania. Z tego też powodu unikam wszystkiego, czego nagle robi się na rynku mnóstwo i znikąd.
  4. Brnie w teorie spiskowe. Teorie spiskowe cechują się przede wszystkim tym, że nie mają nic wspólnego z teoriami naukowymi. Największą różnicą między jednymi a drugimi, poza definicją, jest fakt, że niestety teorie spiskowe sprzedają się jak świeże bułeczki, a naukowe są zbyt nudne dla przeciętnego zjadacza chleba bezglutenowego. Chciałabym przypomnieć sobie nazwisko psychologa, którego wypowiedź na temat ludzi w sieci zapadła mi wyjątkowo w pamięć. Zwrócił on uwagę na to, że osoby wyalienowane społecznie z powodu chorób psychicznych pokroju schizofrenii paranoidalnej, niekoniecznie leczone, w internecie znajdują podobnych sobie i łączą się w swoiste grupy wsparcia. Dziwaczne pomysły i chore wizje rosną w takich miejscach lepiej niż pleśnie na agarze, a przed wydostawaniem się ich na zewnątrz nie chroni już szklana przykrywka. To jest argument, który najbardziej przestrzega mnie przed dawaniem wiary spiskowcom. Nigdy nie wiem, kto wypuścił zgrabną teoryjkę pierwszy. Jaki to ma związek z szarlatanerią? Spiski bazują na ludzkim strachu, a komuś, kto chce zarobić na Tobie pieniądze w niegodziwy sposób, bardzo zależy, żebyś się bał. Wtedy kupisz od niego Neutralizator Toksyn 3000 z ołowianą czapką do snu w komplecie. Im bardziej się boisz, tym drożej.

  5. Nastawia Cię przeciwko innym metodom leczenia poza alternatywnymi, szczególnie wymusza nabranie nieufności wobec lekarzy. Oczywista oczywistość: ów jegomość zna jedyne skuteczne metody leczenia, a ludzkość dąży do upadku, szprycując się morderczymi chemikaliami zapisywanymi przez opłacanych przez Big Pharmę konowałów-skrytobójców. Depopulacja i takie tam inne hasła budzące postrach wśród ludu. Jak się jednak często okazuje, wszystko to po to, by potem taki szarlatan sam mógł zarobić na Tobie.
  6. Powołuje się na autorytety z Youtube’a. Youtube pełen jest osób, którym wydaje się, że mają coś ważnego do przekazania oraz akurat mają pod ręką kamerę. Czerniak, Zięba, Jaśkowski – jeśli udaje Ci się nie korzystać z tych trzech źródeł “wiedzy”, już prawdopodobnie unikasz wielkiego zagrożenia zanieczyszczeniem sobie pola widzenia ludzką głupotą. Ach, i pamiętaj: jeśli czyjaś teoria w miarę trzyma się kupy lub zawiera jakieś pożyteczne elementy, to nie znaczy, że jest dobra. To jest jak kupa po gotowanej kukurydzy: brązowa – niby czekolada! – a ziarenka wyglądają nadal nieźle, ale jednak tego nie jemy, prawda?
  7. Handluje bardzo drogimi suplementami niewiadomego pochodzenia. Ok, czasem suplementy, żywność, leki czy zioła kosztują dużo. Wymusza to rynek, ich jakość, dostępność – mnóstwo warunków. Dobra mieszanka zabezpieczająca kilkutygodniową kurację może kosztować u zielarza kilkadziesiąt złotych, nawet do 200, zależnie od użytych surowców. Jeśli jednak masz wątpliwości, wstrzymaj się z zakupem, po prostu. Zrób research. Zawsze możesz do tej osoby wrócić i wykupić u niej pakiet specyfików. Nie podejmuj decyzji ad hoc, pod presją, bo będziesz jej prawdopodobnie żałować (lub tuszować sobie dysonans poznawczy i zachwalać zakupione świństwa innym, napędzając ruch u szarlatana).

Mam wrażenie, że nie napisałam Wam wszystkiego – na pewno tego nie zrobiłam! Jestem również ciekawa Waszych doświadczeń w unikaniu dziwnych osobistości ze świata fitoterapii. Chyba mogłabym o tym napisać książkę, bo mimo doświadczenia nadal czasem wdaję się w rozmowę z osobami, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego, a które są bardzo ofensywne w realizowaniu swoich planów podboju świata. Mam nadzieję, że mnie uzupełnicie w komentarzach <3

Zdjęcia:

  1. Photo Mix from Pexels https://www.pexels.com/photo/alternative-background-color-cooking-105028/
  2. freestocks.org from Pexels https://www.pexels.com/photo/assorted-jars-on-blue-shelf-cabinets-165228/

Piśmiennictwo:

  1. Twarużek M., Grajewski J., Ochratoksyna A w zielonej kawie i suplementach diety na bazie ekstraktu z zielonej kawy. Krosno 2016

2 thoughts on “Jak odróżnić zielarza od szarlatana? Jeśli ktoś mówi do Ciebie w ten sposób – uciekaj!

  1. Dobry wpis 😉 W dzisiejszych czasach sporo się dzieje w medycynie i nauce i ciężko odróżnić specjalistę, który jest na bieżąco z nowinkami od szarlatana ;]
    Do moich “ulubionych” haseł wzbudzających czujność należy “zakwaszenie organizmu” – które podobno istnieje (i nie chodzi tu o kwasicę metaboliczną) tylko jest o miliony lat świetlnych odległe od tego, co króluje w mediach.

    Czy masz dostęp do publikacji o grzybie w zielonej kawie? Google nie pokazuje a jestem stety stałą pijaczką specyfiku (mniej rypie żołądek niż czarna i lepiej mnie pobudza; przede mną wybór mniejszego zła).

    1. A więc to mi się nie przyśniło i faktycznie mnie ktoś zapytał o tę publikację, próbowałam sobie kilka dni przypomnieć, gdzie mnie ktoś o to pytał, ech, przedświąteczne zamieszanie 😀 Publikacja jest dostępna w skrypcie z konferencji zielarskiej w Krośnie z 2016 roku, ja mam tylko notatki i skrót z niej, bo niestety wciąż nie dotarł do mnie ten skrypt. Nie wiem, czy gdzieś jeszcze jest. Jeśli sobie życzysz, to Ci cyknę fotę i wyślę mejlem z tego skrótu. I będę pamiętać, jak się kiedyś do niej dokopię.

      Zakwaszenie organizmu to jest ciężka choroba, a nie “o, pani, nie mogę się skupić i jestem zmęczona”. Ja rozumiem, że można nie być na bieżąco z pewnymi nowinkami naukowymi, bo trudno za tym wszystkim nadążyć i dobrze sobie poukładać, ale od lat funkcjonują i sprawdzają się metody poprawiania zdrowia za pomocą ziół i leków ziołowych, które są znane i ich działanie jest potwierdzone. W nadmiernym interesowaniu się nowinkami to raczej bym upatrywała właśnie wady w tej branży, lepiej się dobrze nauczyć o tym, co już wiadomo, niż szukać świętego Graala w nowościach, które przecież trudno przebadać dobrze w rok czy dwa boomu sprzedażowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *