Uroda

5 cech naturalnych szamponów, które oszpecą Twoje włosy

Oszpecić! Co za straszne słowo! Kojarzy się bardziej z chirurgiem plastycznym dwóch popularnych od niedawna celebrytek, niż z niewinnym, łagodnym szamponem o delikatnym składzie. Jednak tego słowa użycie to nie nadużycie (ekhm…), jeśli chodzi o wygląd Twoich włosów po kilku miesiącach niezbyt rozważnego stosowania nawet najbardziej naturalnych i łagodnych szamponów. Sprawdź sama! Albo sam, bo mężczyźni też padają ich ofiarami.

Szampon naturalny – co to jest?

Przez sekundę przeszło mi przez myśl, że może by błysnąć tutaj definicją naturalnego kosmetyku, lecz niestety po wstępnym przejrzeniu źródeł wyszło na to, że prawnie to do końca nic nie wiadomo, a teoretycznie można mówić, że surowce w takim kosmetyku mają 3 źródła pochodzenia [1]: roślinne, zwierzęce i mineralne. No i to jest dobry trop – trzymajmy się składników tylko z tych trzech grup, a na pewno czekają nas sukcesy w podboju lokalnych drogerii. Przed zakupem jednak każde z nas powinno zadać sobie pytanie: “czego ja właściwie od szamponu czy innego kosmetyku chcę?” I szukać składników adekwatnych do wyrażonego odpowiedzią pragnienia. Problem w tym, że czasem odpowiadamy sobie jedynie na pytanie “czego nie chcę?” i wybieramy tylko produkty pozbawione drażniących detergentów, niebezpiecznych konserwantów i tego, co tam akurat jest na topie wśród różnych grup sugerujących się informacjami bądź dezinformacją. I wtedy się zaczyna. Albo nie wtedy, może zacząć się dopiero po upływie czasu.

Pisząc ten tekst mam na myśli naprawdę świetne, delikatne produkty, które można kupić i używać z powodzeniem, jeśli robi się to z głową i odpowiedzialnie. Jeśli nie, to skończycie z sianem na głowie, przyklapem albo strąkami – dopóki tego dobrze nie domyjecie i nie zmienicie całej lub większości pielęgnacji swoich włosów.

1. Tylko delikatne detergenty

Delikatne substancje myjące są bardzo fajne, szczególnie, jeśli pochodzą od roślin – wtedy jest już całkiem miodzio. Nie ingerują one tak bardzo w warstwę lipidową chroniącą nasz włos, m.in. też nie zmywają efektów olejowania, jak agresywne detergenty, a tym samym nie prowadzą do szybkiego przesuszania się włosów. Są szczególnie zalecane nawet po zabiegach fryzjerskich takich, jak prostowanie keratynowe. Co jednak jest w nich nie tak? Otóż… Nie domywają do końca tego, co nakładamy na włosy po myciu. Jeśli poza delikatnym szamponem stosujemy bogate maski z silikonami lub quaterniami, a do tego stylizację w postaci pianek i lakierów, to sami prosimy się o kłopoty. Po jakimś czasie włosy będą obciążone i postrączkowane, będą się szybciej przetłuszczać i gorzej układać. I wtedy uratuje nas stary, dobry kumpel z SLS.

2. Brak chelatowania

Kolejny aspekt wiążący się z niedokładnym oczyszczeniem włosów przez szampony naturalne to brak chelatowania. Co to jest chelatowanie? Krótko mówiąc: usuwanie nagromadzonego osadu mineralnego z włosów. Taki osad powstaje naturalnie, tym szybciej, im twardszą wodę mamy w kranie. Włosy z nabudowanymi minerałami są szorstkie w dotyku, źle się układają, wyglądają na sztywne, przesuszone, matowe, po prostu nieładne. Niestety, producenci kosmetyków naturalnych usuwają ze składów rzekomo groźne dla zdrowia Disodium lub Tetrasodium EDTA, nie dając nam nic w zamian. Mając tego świadomość oczywiście łatwo możemy temu zaradzić (i to nawet skuteczniej, zdaje się), robiąc prostą maskę chelatującą z kwaskiem cytrynowym i witaminą C, które usuną nam z włosów cały dar miejskich wodociągów.

3. Za dużo protein

Znacie te składy, nie? XD  Bogate i pełne ziół, takie są najlepsze, takie eko-zakręcone, bio i full organic… Oh, wait, to nie ta strona internetu! Ale serio: jak patrzycie na skład kosmetyku i widzicie mnóstwo roślinnych ekstraktów, to się cieszycie, prawda? Bo ja już nie. Albo raczej: niekoniecznie. Zioła są jak najbardziej w porządku, tytułowe proteiny również. Co jednak, kiedy każdy Wasz kosmetyk (szampon, maska, odżywka) ma w sobie proteiny? Po jakimś czasie nawet włosy bardzo kochające białkowe składniki będą miały dosyć i na wszelkie grochy, soczewice, fasole i pszenice będą stawać dęba. Albo przynajmniej będą spuszone i wyglądające na suche. Wyjść z przeproteinowania jest trudniej i wymaga to trochę więcej zachodu niż domycie włosów z oblepiaczy albo minerałów. No, i często po czymś takim trzeba zmienić całą pielęgnację, a uwierzcie, że znalezienie szamponu bez protein w świecie naturalnych dobrodziejstw stanowi wyzwanie.

4. Za dużo humektantów

I znowu czegoś za dużo! Albo nie za dużo, ale nie to, co lubimy. Jeśli nasz łazienkowy asortyment stanowią jedynie naturalne szampony, może okazać się, że zawarte w nich substancje nawilżające bardziej nam uprzykrzają życie, niż je upiększają. Włosy przenawilżone to coś, co chyba zdarza się stosunkowo rzadko, ale już spuszona przy wyższej wilgotności powietrza fryzura to żaden unikat. Humektanty potrafią załatwić niezdyscyplinowane wicherki na zawołanie. Wystarczy, że punkt rosy będzie nie taki, jak powinien albo nasze włosy mają specyficzne upodobania. Moje mają w każdym razie. Na szczęście wystarczy po prostu znowu umyć włosy innym szamponem, by niekorzystny efekt zniknął.

5. Niedopasowane oleje

Różne włosy, różne porowatości, a każda z nich ma swoją ulubioną grupę olejów roślinnych, po których użyciu włosy będą wyglądać pięknie. Czasem odejście od teorii daje dobre rezultaty, zazwyczaj jednak mamy do czynienia z włosową katastrofą jeszcze przed opuszczeniem łazienki. I znowu ta sama bajka: puszące się, po prostu nieładnie wyglądające włosy (kto też hejtuje olej rycynowy – ręka w górę!) albo przyklap aka placek. Ten problem wielu z Was może się wydać błahy, bo pewnie pierwsze, z czym rodzi się nowa włosomaniaczka, to świadomość olejowa. Niemniej przypomieć trzeba.

PS wiecie, że te wady mogą być właściwie zaletami? Wystarczy umieć je wykorzystać! #naturalne_kosmetyki_team

Macie jakieś swoje tragiczne, naturalne przypadki? Jakiś wybitnie niedopasowany szampon?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *