Uroda

O równowadze PEH, mojej drodze powrotnej do pięknych włosów i o tym, dlaczego odżywki od Anwen są najlepsze

Odrzuciłaś wszelkie syntetyczne kosmetyki i dumnie kroczysz drogą naturalnej pielęgnacji? Twoje włosy jednak marudzą i nie do końca wyglądają tak, jak sobie życzysz? Sprawdź, czy nie popełniasz tego błędu, który popełniałam ja. I dowiedz się, dlaczego w tym momencie niemal nie uznaję innych odżywek niż te od Anwen.

To nie jest post sponsorowany. Nie dostałam tych kosmetyków do recenzji, kupiłam je w sklepie Biorganic24.pl, który polecam Wam z całego serca, jeśli hennujecie włosy lub szukacie wegańskich kosmetyków.

Jeśli traktujesz naturalne kosmetyki jak święte krowy, to muszę Cię zasmucić. Mimo potencjalnie dobrego składu – czyli bezpiecznego, opartego na naturalnych składnikach – mogą nadawać się one ewentualnie do golenia nóg albo moczenia stóp. Dobór odpowiednich składników jest równie ważny, co ich pochodzenie (naturalne lub nie) oraz bezpieczeństwo. Producentom naturalnych kosmetyków również zdarza się wyprodukować buble, od których Twoje włosy będą się puszyć, przetłuszczać, czy też wyglądać na niewypielęgnowane. I nikt nie uwierzy Ci, że warto stosować naturalną pielęgnację, gdy będziesz chciała kogoś do niej przekonać.

Mnie właśnie coś takiego spotkało. Po kilku latach życia w przekonaniu, że moje włosy są mocne, lśniące, zadbane i generalnie mogłabym grać w reklamach L’Oreal, usłyszałam od klientki słowa mrożące krew w żyłach.

Widać, że pani hennuje włosy, bo są strasznie przesuszone.

~randomowa klientka sklepu eko, lipiec 2017 r.

Co gorsza, usłyszałam to, gdy próbowałam jej wyjaśnić, że henna nie wysusza włosów i że to najlepsze, co można im dać. Z tym, co miałam na głowie, nie byłam zbyt wiarygodna.

Moja historia

W skrócie: moje włosy niegdyś aspirowały do bycia niskoporowatymi. Uwielbiały olej kokosowy, żarły wszelkie proteiny, jak leci, były proste, a grzywka często zamieniała mi się w dyndający strączek. Kto pamięta strączek z insta? Nie wierzę, że jeszcze ktoś taki tu przychodzi. Ludzie tyle nie żyją.

Ponieważ moje życie było zbyt proste, postanowiłam je sobie skomplikować. Nożyczki poszły w ruch i moja ulubiona fryzjerka wyczarowała na moich włosach boba, którego nosiłam bez chęci zapuszczania około roku. Zaczęło się codzienne suszenie gorącym nawiewem i prostowanie na szczotce i – zapewne wskutek tego i jakichś innych czynników – włosy zmieniły swoją porowatość.

Ale ja nie zmieniłam myślenia o ich porowatości. Za to zostałam radykalnie naturalną włosomaniaczką.

Zaczęłam używać naturalnych szamponów, o których pisałam Wam już tutaj – 5 cech naturalnych szamponów, które oszpecą Twoje włosy. Każdy z moich kosmetyków – do mycia i pielęgnacji, zawierał w sobie proteiny i humektanty. To była koszmarna mieszanka, przez którą miałam wiecznie spuszoną wierzchnią warstwę fryzury. Moje włosy wyglądały na suche, połamane, a wcale takie nie były! W końcu dbałam o nie nadal. Całkowite odrzucenie silikonów też nie pomogło sprawie, aż wreszcie spotkałam się już ze wspomnianą klientką…

…i zaczęłam zmieniać swoje podejście do włosów.

Robisz to dobrze, ale to nic nie zmienia.

Na początek wyrzuciłam z pielęgnacji proteiny i znalazłam szampon bez nich.* Wygląd włosów zmienił się na lepsze już po pierwszym myciu! Wydawało mi się wtedy, że zmierzam w dobrą stronę, ale po jakimś czasie było nadal tak samo. Kolejny krok: odrzucenie reszty składników, które wytypowałam jako niepasujące. W praktyce okazały się nimi miód, olej rycynowy, kokosowy i wszelkie, naprawdę wszelkie humektanty. Nie mogłam się tylko pozbyć jednego…

Gliceryny.

Nie wiem, czy wiesz, ale gliceryna jest jednym z najtańszych składników nawilżających i producenci pakują ją do wszystkiego. Spróbuj znaleźć kosmetyk naturalny bez gliceryny… Powodzenia. Wszelkie maski i odżywki, jakie posiadałam, miały ją w składzie. Nieważne, że były to typowo emolientowe maski z domieszką jednego nieszczęsnego składnika. Wiele włosomaniaczek stosuje je i nie mają z tym problemu. W moim przypadku gliceryna psuła wszystko i wierzchnia warstwa moich włosów puszyła się nawet po zastosowaniu wygładzającego szamponu, maski z silikonem i nałożeniu silikonowego serum.

Nie jestem jakoś szczególnie przewrażliwiona na punkcie wyglądu, ale włosy zaczynały już zajmować coraz więcej myśli. Dbałam o włosy, były one zdrowe, wypielęgnowane, ale wyglądały koszmarnie. Do tej pory teoretycznie robiłam wszystko dobrze. Starałam się trzymać równowagę proteinowo-emolientowo-humektantową. Zdarzały mi się małe sukcesy. Niestety wciąż daleko było od ideału – a przecież pamiętałam, że moje włosy mogą być piękne.

Kosmetyki Anwen – równowaga PEH radykalnie!

Dlaczego radykalnie? Odżywki Anwen podzielone zostały według 3 grup składników. Są albo wyłącznie proteinowe, albo nawilżające, albo emolientowe. I takie skrupulatne wytyczenie granic przypadło do gustu także i mnie!

Odżywki emolientowe Anwen

Swoją przygodę zaczęłam od odżywki do włosów wysokoporowatych Emolientowa Róża. Wybrałam ją, bo przecież moje włosy nie znosiły protein i humektantów (na te drugie jednak znalazłam sposób) i zachowywały się, jak takie o wysokiej porowatości. Od pierwszego użycia było idealnie! Emolientowa Róża ma w swoim składzie same emolienty: masło shea, olej z pestek brokuła, olej z pestek dyni, olej z nasion maku, krokosza i rzodkiewki. Do tego alkohol cetearylowy, który posiada działanie kondycjonujące i stabilizuje emulsję. Odżywka pachnie dość mocno, perfumiarską różą – dla mnie to jej zaleta. Włosy po Emolientowej Róży są gładkie, dociążone, nie puszą się i nie elektryzują.

Zapach i działanie Emolientowego Irysa już mniej przypadły mi do gustu. Moje włosy jednak wolą być traktowane jak rozpieszczone, wysokoporowate księżniczki. Niech im będzie! Co do zapachu Irysa – jest piękny i właściwie nie trzeba używać perfum w dniu jego zastosowania 🙂 ale obawiam się, że zapach może być dla mnie z czasem za mocny. Typ tego zapachu to coś w stylu perfum w olejku “White Musk” albo “Rose Musk”.

Mój sposób na humektanty

Włosy jakoś nawilżać trzeba, ale co zrobić, gdy po każdej pielęgnacji opartej na humektantach powstaje paskudny puch? I na to znalazłam sposób! Jedyne momenty, kiedy moje włosy dostają nawilżacze to podkład pod olej lub moment emulgowania oleju odżywką. I w tym celu stosuję Nawilżający Bez od Anwen lub odżywkę nawilżającą z Vianka – obie są równie dobre.

O proteinowych odżywkach Anwen postanowiłam napisać osobny tekst. Ten powstawał dosłownie kilka miesięcy i w tym czasie zdołałam przetestować jeszcze jeden produkt z tej serii. Myślę, że ta gama jest warta osobnego artykułu!

Myślenie o pielęgnacji na nowo

Po tych wszystkich przebojach zaczęłam inaczej traktować pielęgnację włosów. Kiedyś testowałam wszystko, jak leci i większość produktów była w porządku – obecnie nie mam zamiaru przeznaczać środków na jakiś kosmetyk tylko po to, by go na sobie sprawdzić. Jestem bardziej ostrożna i ekonomiczna. Szkoda mi kasy i środowiska na meblowanie łazienki asortymentem drogerii, nawet tych ekologicznych. Na niektóre osoby chwalące się swoimi szafkami zawalonymi plastikowymi opakowaniami patrzę ze współczuciem. Kosmetyczna pasja jest okej, ale chyba zbyt często objawia się kompulsywnym kupowaniem.

2 komentarze

  • Merthiaella

    Znam to aż za dobrze 😀 I teraz robię tak samo. U mnie cudnie sprawdziła się maska Anwen z kakao, chociaż ona ma olej kokosowy..

    • Zielpy

      A kokos Ci nie odpowiada? U mnie ta maska sprawdzała się tak sobie. Super efekty miałam początkowo przy tej do średnioporów, ale potem włosy się na nią obraziły. Będę musiała zamówić próbki, żeby teraz ocenić, czy czasem któraś z tych masek mi nie przypasuje znowu 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *