NIEZBYT INTYMNIE

Jak to jest być ex-sprzedawcą? To zostanie we mnie na zawsze

Nim jeszcze skończyłam szkołę średnią, usłyszałam od mamy, żebym tylko nie poszła w sprzedaż, bo “potem bardzo trudno wyjść z handlu”. W liceum wyobrażałam sobie na pewno mnóstwo rzeczy, ale nie to, że mama ma rację.

Pierwsza praca w sklepie – piętno na całe życie?

Mogłabym powiedzieć, że człowiek po szkole jest jak niezapisana kartka, plastyczny niczym mokra glina etc., ale te metafory są niepotrzebnie romantyczne i nacechowane zbyt pozytywnie, żeby nie powiedzieć – optymistycznie. Tak naprawdę tuż po liceum, a nawet po studiach trzeba przyjąć na siebie tyle gówna, żeby nabrać doświadczenia akceptowalnego poza kręgiem januszy biznesu, że aż przykro się patrzy na tę piękną i idealistycznie nastawioną młodzież. Za kilka lat będą starsi, o, to na pewno.

Trafiając do sklepu wielu młodym osobom wydaje się, że dostali właśnie pracę lekką, przyjemną, w której będą przez jakiś czas, a potem to już świetlana przyszłość, a może nawet awans na stanowisko kierownicze (jeśli to większy sklep). O tym, jak się pomylili, dowiadują się prawdopodobnie podczas pierwszego kontaktu z upierdliwym klientem. Kierownictwo, obciążenie fizyczne czy warunki w miejscu pracy mogą się zmieniać, można trafić lepiej lub gorzej. Klienci natomiast nie zmieniają się nigdy. Za to człowiek w skórze sprzedawcy zmienia się nie do poznania i raczej już na stałe.

Chyba, że jest zwykłym dupkiem.

Praca z klientem – kara czy szansa?

Nie chcę się tutaj długo rozwodzić nad tym, dlaczego praca z klientem jest niewdzięczna i męcząca. Jeśli masz złe nastawienie albo po prostu nie jesteś odporny, to wszystko takie może być. Na pewno jednak nie jest łatwo.

Wyobraź sobie, że codziennie wychodzisz z domu po to, żeby wspierać innych ludzi. Dawać im swoją energię, pokazywać im świat od innej strony, pomagać im w wyborach, nie raz wysłuchiwać ich trosk i smutków. Nie zawsze będą wdzięczni, często bywają niemili, źle się odnoszą lub nie traktują Cię z szacunkiem. Pomyśl, że nawet, kiedy masz taki dzień, że zaszyłbyś się pod kocem i nie wyściubiał nosa, musisz tam iść i dawać im część siebie. Niezależnie od tego, jak pełny jest Twój energetyczny magazynek. Jesteś trochę jak psychoterapeuta (a wiedz, że są klienci, którzy ewidentnie szukają wsparcia psychologa, a nie sprzedawcy), tylko na godzinę masz 10 razy mniej. W dodatku sklep musi być czynny od godziny A do godziny B, więc jesteś jego więźniem – czy jest kogo obsługiwać, czy nie ma.

Jeśli przychodzisz do pracy z nastawieniem, że jesteś tam za karę, ale musisz tam być, bo akurat tak Ci wypadło w życiu, to wygląda na to, że będziesz cierpieć. Można jednak ze sprzedaży wyciągnąć coś dobrego dla siebie i właściwie to o tym chciałam napisać.

Jak skorzystać z bycia sprzedawcą?

Najważniejsze to postarać się zrozumieć ludzi. Możesz poczytać trochę książek o psychologii komunikacji czy o sprzedaży, żeby się pozytywnie nakręcić. Ustal sam ze sobą, że to jest czas, z którego Ty wyciągniesz jak najwięcej. Jeśli tego nie zrobisz, to na 99% przypadków nikt Cię do tego nie przymusi, bo sprzedawca często traktowany jest jak nieistotny trybik w machinie. Niestety właściciele sklepów często myślą, że jak ktoś jest miły i potrafi obsługiwać komputer, to już się nadaje do pracy z klientem. Brak szkoleń m.in. z technik sprzedaży i z kompetencji miękkich to prosta droga do zajeżdżania sobie biznesu. Jeśli trafisz do takiej firmy – współczuję, been there, done that, mimo całego zapału skończyło się wypaleniem.

Powiedz sobie, że jesteś sprzedawcą i masz tu coś naprawdę ważnego do zrobienia. Jesteś wizytówką firmy, pierwszą linią kontaktu.

Podkreślam słowo “sprzedawca”, bo nie raz bywa tak, że od osoby zatrudnionej na stanowisku kasjera bez znajomości towaru wymaga się, by był doradcą klienta, logistykiem, sprzątaczem i fakturzystą. Trudno kogoś takiego nazwać sprzedawcą – to mylenie pojęć i umiejętności.

Czasem postawa szefa czy kierownika starcza za szkolenia – z samej obserwacji i przebywania razem można wiele wynieść. Jeśli jednak ktoś prowadzi biznes niechlujnie i brak w nim kultury pracy, to jego wina. Trudno w czymś takim zagrzać miejsce na dłużej.

Empatia w ruch!

Wracając do książek: najważniejsze to zrozumieć, że po drugiej stronie stoi człowiek, który ma za sobą jakiś bagaż doświadczeń. Nie angażuj się w nieszczęśliwe historie, puszczaj je drugim uchem, ale zawsze próbuj zrozumieć, z czego wynika zachowanie klienta. Może pomoże Ci książka Susan Forward “Toksyczni rodzice”? Mnie otworzyła oczy na wiele spraw. Albo taka o wampirach energetycznych, o, ta to na pewno się przyda!

Chodzi o to, że okazując drugiemu człowiekowi empatię, sam stajesz się kimś lepszym. Nie zamykasz się, dzięki czemu widzisz więcej. Pomyśl o tym, ile wyciągniesz z takich doświadczeń. Przy okazji tym sposobem racjonalizujesz zachowania klienta i nie bierzesz ich tak do siebie. Jesteś mniej obciążony psychicznie i silniejszy.

Super ważne są też techniki sprzedaży – jeśli je opanujesz, będzie Ci łatwiej na każdej kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej. To bardzo uniwersalne umiejętności, które wchodzą w krew na całe życie.

Czy, jeśli opanujesz te wszystkie moje złote rady, praca sprzedawcy będzie lekka i przyjemna?

Nie, bo, jak każdy zawód, ma swoje jasne i ciemne strony. Tego samego dnia możesz czuć się słabo, a jedna rozmowa z klientem uskrzydli Cię na długie godziny. Innego dnia inny człowiek trafi w Twój słaby punkt i sprawi, że będziesz ryczeć po powrocie do domu. Miałam kiedyś sytuację, że 7 godzin mojej zmiany szło świetnie, a w ostatniej godzinie trafiłam na 3 wampiry emocjonalne pod rząd. Jeden mnie nie słuchał, a gadał dużo i wciągał w dysputy, drugi okazał się paranoikiem-antyszczepionkowcem, a trzeci… Nie pamiętam, i dobrze. Wróciłam wtedy do domu z takim bólem głowy, że aż huczało.

Wiem jednak, że mimo wypalającego środowiska nie zmarnowałam swojej szansy i wyniosłam z niej tyle, ile mogłam. Wiem też, że zawarte w ogłoszeniu o pracę “można się wiele nauczyć” było tak samo dowcipem, jak i przepowiednią. Jeśli sama bym o to nie zadbała, to nic by z tego nie było – o asortymencie wiedziałam już sporo z mojej poprzedniej pracy.

Jak to jest być byłym sprzedawcą?

Dziękuję, że pytasz 😉 Nie skończyłam swojej przygody z handlem na dobre, bo bardzo to lubię, poza tym ta forma biznesu jest mniej lub bardziej obecna, niezależnie od branży. Na szczęście jednak już nie stoję za ladą i nie muszę się produkować, wyrzucając z siebie tony energii, której nie mam. Ostatnie doświadczenie sprzedażowe mnie wypaliło i to miało akurat niewiele wspólnego z charakterem pracy na tym konkretnym stanowisku. Mam nadzieję, że już nigdy nie stanę po tamtej stronie lady. Gdyby mnie jednak podkusiło, oby mój niedoszły pracodawca odnalazł ten tekst i wziął go sobie do serca. Obecnie przeprowadzam twórczą rekonwalescencję, uczę się nowych rzeczy i pracuję przy tym, co kocham. I niech tak zostanie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *