HENNA

Jak zafarbować włosy na czerwono? Ekologicznie!

“Ziołowa farba do włosów” to jedno z najbardziej nadużywanych określeń przez producentów kosmetyków. W moim osobistym rankingu plasuje się tuż za “kosmetyk naturalny”. Czy roślinne farbowanie jest możliwe?

Czerwone refleksy w świetle zachodzącego słońca – efekt po Radico Colour Me Organic Winna czerwień 😉

Henna, chna, czy jak tam wolisz – są to suszone, sproszkowane liście lawsonii bezbronnej. Tak naprawdę znane od lat, nawet w naszej strefie klimatycznej. Importowane z krajów Dalekiego i Bliskiego Wschodu farbujące zioła dorobiły się złej sławy. Najpierw za sprawą producentów dosypujących sztuczne barwniki i talk do ziołowego suszu, a potem za intencją fryzjerów, którzy bardzo nie lubią pracować z włosami hennowanymi.

Artykuł powstał we współpracy ze sklepem Biorganic24.pl, od którego otrzymałam do testów hennę Radico. Fakt, że ten produkt jest darem losu, nie wpłynął na moją opinię o nim - na pewno się o tym przekonacie.

Henna daje jednak coś, czego nie osiągnie żadna farba drogeryjna ani fryzjerska. Żadna farba oparta na oksydantach i sztucznych barwnikach. Tylko dzięki hennie osiągnąć można spektrum kolorów od rudości po czerwienie, które nie blakną i nie płowieją. Mogą się z czasem wypłukać, ale nie pozostawiają po sobie matowych włosów z wyżartym barwnikiem. Henna nadaje też niesamowity blask, jakiego nie gwarantuje żadna silikonowa odżywka. I to jest efekt trwały. Efekt, dla którego warto się “pomęczyć” – bo musisz wiedzieć, że henna nie jest dla osób, które lubią wszystko osiągać łatwo i szybko.

Henna Radico – certyfikowana henna ekologiczna

Miałam już okazję próbować różnych farb roślinnych – używając tego określenia mam na myśli 100% czysty, ziołowy proszek. Nigdy nie nazywam tak farb chemicznych z ekstraktami z roślin, które mają pielęgnować włosy, a rzeczywiście ich efekt jest znikomy. Tylko prawdziwa, naturalna henna, indygo czy kasja się liczą!

Wracając do tematu: wśród wielu farb ziołowych, jakie miałam już na głowie, nie było ani jednej z prawdziwym certyfikatem ekologicznym. Dopiero henna Radico Organic, którą otrzymałam do testów, jest certyfikowana przez Ecocert Cosmos, USDA Organic, India Organic, Vegan Society i Leaping Bunny. Wygląda więc na to, że ktoś faktycznie zadbał, by dostarczyć klientowi produkt pewny, bezpieczny i nieszkodliwy dla środowiska. Firma produkuje też mieszanki ziół koloryzujących o ciekawych składach pod marką Colour Me Organic.

Ważniejsze jednak od tego, co producent opisuje na opakowaniu, jest działanie! Pierwszą na warsztat wzięłam mieszankę Colour Me Organic Winna czerwień (Wine red lub Weinrot). Lubię czerwienie i każdą czystą hennę zaopatruję w czerowonolubne dodatki. Zwykle jest to hibiskus jako zakwaszacz, czasem rubia lub drzewo sandałowe. W skład mieszanki Wine Red wchodzą:
– Lawsonia inermis (Henna),
– Rubia tinctorum (Manjistha),
– Phyllanthus emblica (Amla),
– Eclipta prostrata (Bhringraj),
– Hibiscus rosa sinensis (Hibiskus),
– Trigonella foenum-graecum (Kozieradka).

Na podstawie tego składu możemy spodziewać się czerwonych, głębokich tonów. Hibiskus, amla i bhringraj o to zadbają! Rubia również nadaje włosom różowe, pastelowe tony, ale po dłuższym podgrzewaniu jej. Takiej mieszanki nie wrzucimy na patelnię z troski o pozostałe zioła, więc trudno ocenić, jak obecność rubii wpływa na kolor w ty przypadku.

Radico Colour Me Organic Wine Red – jak się sprawdziła na włosach?

Na proces hennowania składa się kilka etapów i na ich bazie opiszę moją przygodę z tą ekologiczną mieszanką:

Przygotowanie mieszanki

Mieszanki z henną, bez indygo w składzie, powinno się zawsze odstawiać. Henna potrzebuje trochę czasu na wypuszczenie barwnika i dlatego często niedoświadczone osoby narzekają, że kolor nie złapał na włosach. Aby tego uniknąć, zalałam proszek wodą, rozrobiłam go do konsystencji gęstej śmietany i odstawiłam na ok. 2 godziny. Można dłużej i zachęcam do tego – odcień powinien wyjść ciemniejszy i głębszy.
Nie dodawałam do mieszanki Radico niczego zakwaszającego. W jej składzie jest już hibiskus i amla, które dobrze radzą sobie z obniżeniem pH.

Hennowanie

Jak zawsze umyłam włosy oczyszczającym szamponem, rozczesałam je i przystąpiłam do nakładania. Wcześniej oceniłam, że konsystencja mieszanki jest w porządku. Co mogło pójść nie tak?
Nie przewidziałam, że zawarta w mieszance kozieradka i rubia mogą tak utrudnić nakładanie. Pasta nie za bardzo chciała przyczepiać się do włosów, a fakt, że tym razem dłonie przyodziałam w wielkie rękawiczki z wypustkami (takie do sprzątania), pogarszał sprawę. To była walka, podczas której zaczęłam żałować, że nie rozrobiłam ziół na glutku lnianym.

Jak już ostatecznie udało mi się równo pokryć włosy tym cudem natury i myśli hennowej, było dobrze przez jakąś godzinę. Potem pasta, która wydawała się nawet trochę zbyt gęsta, zaczęła ściekać mi spod foliowego czepka. Po twarzy, koło uszu, na kark. Uwierzcie, że nie ma nic bardziej wpieniającego mnie w czasie hennowania. Nic. Ale jakoś wytrzymałam i po ok. 3 godzinach nadszedł czas na PŁUKANIE.

Efekt tuż po

Skoro tyle się wycierpiałam podczas procesu farbowania, liczyłam przynajmniej na efekty wynagradzające tę mękę. I BYŁY. Kolor chwycił mocno, równo i już tuż po zmyciu wydawał się być dość czerwony, nawet na odrostach. Zachwyt nie miał końca, ale postanowiłam poczekać na ostateczne efekty, aż barwnik się utleni.

Efekt po utlenieniu

Kolor na włosach po utlenieniu jest zawsze trochę ciemniejszy i bardziej intensywny. Im dłużej czekamy z myciem włosów po, tym bardziej proces ciemnienia postępuje. Mnie to odpowiada! Na drugi, trzeci dzień włosy stały się faktycznie bardziej wiśniowe, szczególnie na przejściu między hendigo (na długości) a czystą henną na odrostach. Prawdziwe zaskoczenie zaliczyłam jednak po kolejnym hennowaniu – tym razem nałożyłam tylko czystą hennę Radico rozrobioną na hibiskusie. Włosy, na których osadziła się poprzednia mieszanka (Wine Red) po tym zabiegu odżyły pięknymi, wiśniowym tonami. Nigdy mi się takie coś nie zdarzyło – teraz już wiem, że będę wracać do tych ziół częściej 🙂

A tymczasem biorę się za testowanie kolejnych – czerwonych! – mieszanek… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *