NIEZBYT INTYMNIE,  ZIOŁA

Pułapki, które czyhają na Ciebie w zielarni – cz. II i pewnie nie ostatnia

Pisząc drugi post z tej serii zastanawiam się, na ile takie teksty są potrzebne. Z jednej strony obdarzamy sprzedawców ogromnym zaufaniem, a z drugiej istnieją grupy klientów, które mają nas za ostatnich oszustów i naciągaczy. Mam nadzieję, że najwięcej jest tych po środku, którzy są po prostu świadomi i krytycznie podchodzą do rewelacji serwowanych w temacie zdrowia.

Dajcie znać, czy akurat dla Was ta moja pisanina okazała się przydatna – może macie własne spostrzeżenia?

A tymczasem: oto kolejne pułapki, które czyhają na Was w zielarni – nie dajcie się złapać!

Kosmetyki, które tylko udają naturalne

Te takie, wiecie, szampony łopianowe i pokrzywowe, gdzie najbardziej naturalny to jest wizerunek rośliny na etykiecie. W składach znajdziemy wszystko: SLS, SLES, konserwanty pokroju DMDM Hydantoin i innych pochodnych formaldehydu, oleje mineralne i składniki komedogenne. Sprzedawca, który wcześniej dobrze doradził podczas zakupu ziół, może okazać się kompletnym kosmetycznym ignorantem – serio! Składy kosmetyków są wciąż niestety traktowane po macoszemu i bardziej, niż fakty, obchodzi nas opis producenta, będący nie raz czystą fantastyką. Jeśli jesteście ciekawi, na które kosmetyki należy szczególnie uważać – niedługo pojawi się taki wpis, pełen wskazówek!

Bezglutenowe pieczywo i słodycze o paskudnych składach

Bezglutenowe chleby wiodących marek… Kto ich nie próbował, niechaj lepiej tego nie robi. Ich składy bywają dłuższe niż niektórych moich kremów – pełne składników, które pozwalają zapewne zachować długo “młodzieńczy wigor”, bowiem takie chlebki mają na ogół kilkutygodniowe daty przydatności do spożycia. Kwestia smaku również jest bardzo dyskusyjna, co wykorzystują małe piekarnie, wypiekające smaczne, ale znów bardzo drogie chleby.

Wielu z Was przeszło na dietę bezglutenową, choć nie ma ku temu przyczyn zdrowotnych. Nie będę tego oceniać, bo sami najlepiej wiecie, kiedy czujecie się najlepiej. Motywacja na pewno była jedna: zdrowiej się odżywiać. Jak to się ma do spożywania bułeczek pełnych oleju palmowego i innych utwardzonych tłuszczów, cukru i polepszaczy? Oczywiście dobrze jest, że takie produkty istnieją i są bezpieczne dla naprawdę chorych, np. na celiakię – dzięki temu mogą wieść w miarę normalne życie. Nie ma to jednak niczego wspólnego ze zdrową żywnością.

Sprzedawcy, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią

Sprzedawca nie jest alfą i omegą. W poprzednim wpisie zaznaczałam, że w sklepach zielarsko-medycznych powinniśmy czuć się znacznie bezpieczniej niż w tzw. eko-sklepach, w których sprzedawać może każdy. To jednak nie jest reguła. Wielokrotnie możecie usłyszeć “poradę” od kogoś, kto akurat ma dość ludzi i rzuci coś na odczepnego albo jest zdesperowany, by sprzedać cokolwiek. Pamiętam swój kurs towaroznawstwa zielarskiego, gdzie prowadzący (jego zielarnia utrzymuje się na rynku już jakieś 30 lat!) powiedział coś, co wyjątkowo zapadło mi w pamięć: “nie wolno okłamać klienta”. I tego się trzymam. Po pierwsze: kłamać jest brzydko, po drugie: jak już kłamać, to dla większych pieniędzy ;), a po trzecie: klient wróci do domu, “wklepie sobie w internet” i sprawdzi, czy mówiliście prawdę. Lepiej powiedzieć “nie wiem, nie jestem pewien, ale dowiem się tego dla pana na kolejny raz”. Zwłaszcza, jeśli chodzi o poważne zdrowotne kwestie, a nie wybór szamponu do włosów.

Czy to koniec pułapek? Na razie nie przychodzi mi już nic do głowy, ale jestem pewna, że nazbiera się jeszcze kilka odcinków! Tymczasem bądźcie bezpieczni i kupujcie dobre rzeczy!

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *