NIEZBYT INTYMNIE,  ZIOŁA

Pułapki, które czyhają na Ciebie w zielarni – część I

Wchodzisz do sklepu zielarskiego i obdarzasz z miejsca sprzedawcę zaufaniem, jakby to był ktoś rangi farmaceuty. Czasem nawet większym, bo wiadomo, Big Pharma czyha na Twoją duszę i ciemięży zielarzy. Wchodzisz do sklepu, ufasz, otwierasz się przed sprzedawcą i pragniesz kupować. Ładnie to tak się od razu ustawiać na przegranej pozycji?

Właściwie to sprzedawca w sklepie zielarsko-medycznym powinien być kimś rangi farmaceuty. Musieliśmy skończyć kursy towaroznawstwa, teoretycznie większość z nas nie wzięła się w zielarniach z przypadku. Problemy rodzą się dwa:

Czy faktycznie jesteś w sklepie zielarsko-medycznym?

Zielarnie wszelkiej maści prowadzone pod szyldami “zdrowych sklepów”, “ekosklepów” i sklepów ze zdrową żywnością to prawdziwa plaga. Niejednokrotnie pracują tam pasjonaci, którzy rzeczywiście potrafią pomóc, ale wielokrotnie natkniesz się tam na znudzoną studentkę kierunku niezwiązanego ze zdrowiem, czy kogoś o przekonaniach rodem z filmów klasy B o altmedzie. Największym zaufaniem powinniśmy obdarzać sklepy zielarsko-medyczne i sprawdzać, czy faktycznie nimi są.

Człowiek to tylko człowiek i w Twoim sklepie może pracować sam diabeł.

Nawet, jeśli trafisz do sklepu zielarsko-medycznego, to za ladą może stać człowiek, który nie chce Twojego dobra, tylko chce sprzedać. Wiadomo, że sprzedawcy przede wszystkim chcą sprzedawać, bo z tego się utrzymują – nie ma w tym nic złego. Jednak pracując w sklepie bierze się na siebie pewną odpowiedzialność za ludzkie wybory w nim dokonywane. Udzielając porady nie każdy jednak kieruje się dobrem drugiego człowieka. Kolejnym problemem jest to, że możesz trafić na sprzedawcę z altmedowym odchyłem. Albo nie do końca zaznajomionego z dziedziną, o którą pytasz.

Wychodzi na to, że tak czy tak musisz sam szukać i być świadomym konsumentem. Przykro mi, życie jest brutalne i jeśli sam się nie nauczysz zawczasu, to wiedzę posiądziesz empirycznie, na własnych błędach. No, ale dość straszenia – w końcu jestem tutaj, żeby Ci troszkę pomóc! Co omijać i szczególnie badać w Twoim ulubionym sklepie?

1. Cudowne zioła na wszelkie dolegliwości, które nie pomagają, bo nie wiadomo, na co mogą pomóc

Zioła, zioła, zioła… Nasze dobre, krajowe roślinki bywają czasem ogromnie niedoceniane, a ich poczciwe działanie konsument wymienia na marketingowy (czy leczniczy? Hm…) bełkot krzyczący z opakowań skrywających egzotyczne panacea. Mogłabym wymieniać nazwy tych ziół, które są sprzedawane “na wszystko”, ale szkoda mi szkalować zupełnie dobre rośliny lecznicze tylko dlatego, że zostały wypromowane jako superbohaterowie. Spójrzmy na to inaczej: jeśli czytasz o jakimś specyfiku, że niszczy komórki rakowe, działa przeciwdepresyjnie, obniża ciśnienie, cholesterol i cukier, zapobiega wszelkim chorobom cywilizacyjnym i w dodatku dodaje energii, to mogę się założyć, że po zapoznaniu się z Twoimi problemami poleciłabym coś zupełnie innego i to coś na pewno nie rosło wcześniej w Peru czy w Himalajach. Ale jeśli chcesz sobie poprawić nastrój jakimś zakupem, to nie ma sprawy – tylko sprawdź, czy akurat dana roślina nie wywołuje niepożądanych dla Ciebie efektów. Bo może np. rozrzedzać krew, podnosić ciśnienie czy rozluźniać śluzówkę macicy (kobiety w ciąży nie będą zadowolone) i może się okazać, że zamiast błogostanu będzie szpital.

Dwa problemy, które wynikają z tego, że kupisz sobie takie super-uzdrawiające ziółko – poza ewentualnymi skutkami ubocznymi i bezsensowną utratą pieniędzy – są następujące:

  • zmarnujesz czas, w którym mógłbyś sobie faktycznie pomóc i nie usuniesz przyczyny problemu.
  • poczujesz się lepiej – bo tego typu zioła często poprawiają samopoczucie naprawdę – i zamiast szukać rozwiązania swojego problemu, uznasz, że jest już dobrze. A potem paląca niegdyś kwestia wróci rykoszetem.

W tym punkcie przyjmuję oczywiście, że wypełni się ten negatywny scenariusz i nie trafisz z wyborem. Jeśli trafiłeś, to dobrze dla Ciebie.

2. Bezwartościowe suplementy kiepskiej jakości

Wiesz, jaka jest różnica między suplementem a lekiem? W skrócie: lek zawiera standaryzowaną dawkę substancji leczniczej, a suplement, kwalifikowany w naszym kraju jako żywność, niczego nie musi swoim istnieniem udowadniać. Odsyłam Cię w tym miejscu do wyczerpującego temat materiału z bloga Pana Tabletki – tam znajdziesz wszystko na ten temat. Nie chodzi mi jednak nawet o to, że w jednej kapsułce suplementu może być inna zawartość substancji aktywnej niż w drugiej. Chodzi o surowce niskiej jakości, brak badań, czy faktycznie te magiczne kapsułki działają i tworzenie suplementów, które zawierają niskie dawki substancji, a często kosztują krocie. Teraz niemal każdy może produkować swoje suplementy – raz wychodzi to lepiej, raz gorzej. Nie wszystko zamknięte w plastikowy słoiczek to złoto.

3. Zioła, suplementy czy kosmetyki rozprowadzane zwyczajowo przez sieci MLM

W odniesieniu do poprzedniego akapitu: nie wszystko w plastikowym słoiczku to złoto, ale nie raz cena będzie jak za 24 karaty. Jeśli jakiś produkt ma absurdalnie wysoką cenę, to warto poszperać w odmętach internetów, czy czasem nie jest rozprowadzany przez jakąś miłą piramidkę sprzedażową. Jeśli tak – możesz być pewien, że cena nie jest rynkowa, a Twój ulubiony sprzedawca po godzinach biega na “spotkania biznesowe” z “trenerem” czy tam “liderem” i stara się o Diamentową Orchideę. Ja nie ufam tego typu ludziom, właściwie to tylko z jedną organizacją tego typu mam dobre skojarzenia, ale resztę trzymam na odległość i obiecuję sobie, że kiedyś po moim podwórku będzie biegał duży, zły pies, który będzie miał tak samo dobry węch, jeśli chodzi o MLM-y, jak ja. Widziałam trochę suplementów i kosmetyków pochodzenia MLM-owego i były to niestety produkty słabe, o kiepskich składach pełnych wypełniaczy i brzydkich substancji. Wolę odwiedzić aptekę, łąkę, las czy manufakturę kosmetyczną. Inna sprawa, że sprzedawcy pracujący w tym modelu sprzedaży są zwykle niezbyt przyjemni i kompetentni, choć zgrabnie potrafią odpowiadać na pytania o taką, a nie inną politykę cenową. Ja unikam, wybór pozostawiam Tobie.

Wypisałam sobie jeszcze kilka innych, równie ważnych punktów, ale myślę, że łatwiej będzie je przyswoić w dwóch wpisach. Kolejny niebawem 🙂 teraz czekam na Twoje spostrzeżenia – do przeczytania! Kupuj dobre rzeczy <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *